Zwyczaje, magia i zabobony

Zwyczaje kurpiowskie nie wszystkie i nie wszędzie dotrzymały się do naszych czasów. Tu i ówdzie uległy zmianom, a w niektórych miejscowościach zupełnie zanikły. Te, które podaję, były przed laty 50, 30, wiele z nich zmiotła wojna, część zaś przetrwała do obecnych czasów.

W wiele zwyczajów obfituje okres Bożego Narodzenia, zwany tu powszechnie godami. Wigilja (wilja, zilija) jest przygotowaniem się do świąt. Nawet najbiedniejszy stara się upiec wtedy placek pszenny, bogatsi pieką tyle, że starczy aż do Trzech Króli. Wieczerza wigilijna rozpoczyna się opłatkiem, a składa się z kilku potraw „nie do pary”, zwykle jest śledź, kapusta kwaszona z grzybami, kasza i kluski z makiem, zupa owocowa z miodem — oto najważniejsze potrawy. Bogatsi starają się o ryby, które smażą na oleju. Po wieczerzy wigilijnej śpiewano pieśni z kantyczek

„Z raju pięknego miasta, Wygnana jest niewiasta”.

Część potraw wraz z opłatkiem dają bydłu — owcom, krowom i wołom. Według podania, nocy tej bydło prowadzi ze sobą rozmowę, którą nawet ludzie mogą zrozumieć. Jeden z takich ciekawych wlazł „na drągi”, gdzie składano siano; Pan Bóg jednak skarał go za ciekawość, gdyż usłyszał, jak woły mówiły, że „jutro naszego gospodarza wywieziemy na cmentarz”. Jakoż gospodarz spadł z drabiny i w parę godzin umarł. Od tej pory nikt nie idzie podsłuchiwać rozmowy dobytku. Na pasterkę, czy jest w nocy o 12-ej, czy rano do dnia, spieszą wszyscy z bliższych i dalszych okolic, niekiedy z pochodniami, latarkami lub łuczywem, jeżeli bardzo ciemno. Pierwszego dnia świąt rzucano w kościele grochem z chóru na modlących się: na dobry urodzaj. W kościołach stawiano jasełka, z których w dawne lata najpiękniejsze były w Myszyńcu, postacie bowiem ubrane były w strój kurpiowski. W okresie świątecznym urządzano różne kolędowanie. Chłopcy biedni chodzą po kolędzie z gwiazdą 4-ro lub 6-cio ramienną, robioną z łubku przetakowego, ze świeczką wewnątrz. Okna w gwiaździe robią z kolorowego papieru. Chłopcy chodzą pod okna, lub po domach, obracają gwiazdę na osi i śpiewają kolędy: „Wśród nocnej ciszy”, „Z narodzenia Pana” itp. Dawniej chodzono po kolędzie większemi gromadami 8—10 osób, nawet bogatszych, razem chłopcy i dziewczęta. Śpiewali przytem pod oknami:

„Dzieciątko się narodziło,
Wszystek świat uweseliło”

za co, otrzymywali kołacze, pieniądze itp. a wieczorem urządzali wspólną zabawę.

Chodzili po kolędzie przed laty kilkunastu starsi grajkowie wiejscy, zwykle we trzech, mając skrzypce, basetlę i klarnet. Kolędowali tak przez całe tygodnie, zbierając datki i poczęstunki.

Młodzież żwawsza i zdolniejsza, po lat kilkanaście, a nawet zupełnie dorosła — przebiera się „w króle” i chodząc po chatach „przedstawia króla Heroda”, odgrywając rodzaj dramatu biblijnego. W skład całej tej grupy wchodzą: król Herod, feldmarszałek, dwóch ze straży przybocznej („kozaków”), anioł, śmierć, dziad, żyd i niekiedy djabeł. Zanim „króle” wejdą do czyjej chaty, wyprawiają najpierw feldmarszałka, który, wchodząc, zapytuje gospodarzy: „Czy pozwolicie państwo króla Heroda sprezentować?” O ile gospodarze zezwolą, króle odgrywają swój djalog, śpiewają kolędy, a na końcu coś wesołego. Z otrzymanych datków pieniężnych urządzają sobie zabawę, o ile przedtem sobie nie podchmielą, a przytem się nie pobiją i nie podrą na sobie królewskich kostjumów, co się niekiedy zdarza.

W czasie godów śpiewano kolędy z kantyczek; w tym celu do znanego śpiewaka zbierali się sąsiedzi, niekiedy do trzydziestu osób i śpiewali wspólnie czy to kolędy poważne, czy tylko domowe. Kolędy wesołe i dosyć swawolne (jakie są w dawnych kantyczkach) śpiewała młodzież i na zabawach.

W trzeci dzień świąt, rano na mszy w niektórych parafjach ksiądz częstował zebranych w kościele winem z kielicha, na chórze zaś śpiewano „Gody w Kanie Galilejskiej”. Podanie głosiło, że w noc, poprzedzającą ten dzień, woda w studniach zamienia się w wino, które można zaczerpnąć o godzinie 12-ej w nocy, o ile jest się godnym tego cudu. Podobno jedna dziewczyna przyniosła kubeł takiego wina, co gdy spróbowano, noszono z tejże studni kubłami do garnków i beczek, ale za chciwość wszystkie wino zamieniło się znowu w wodę.

W wigilję Nowego Roku chłopcy mażą okna w tych domach, gdzie sg dziewczyny; maź robią, mieszając popiół lub jaką farbę z wodą. Że jednak wieczoru tego niejeden pilnuje swych okien, malarz taki otrzyma nieraz kijem po grzbiecie. W Nowy Rok życzą sobie wszyscy lepszych czasów, oraz śpiewają powszechnie kolędę:

„Nowy Rok bieży,
W jasełkach leży”

Dziewczęta na Nowy Rok pieką powszechnie „fafernuchy” jakby orzechy ze słodkiego ciasta. Do mąki dodają zapachów i nieco pieprzu, oraz miodu. Nazwa „fafernuchy” zastępowana jest obecnie przez wyraz „nowolatki”. Fafernuchami częstuje się, młodzież nawzajem, oraz gra na „cet” i „lich”; cet oznacza do pary, a lich — nie do pary. Starzy w fafernucny nie grają, bo by napewno resztę zębów sobie niemi połamali…

Na Trzy Króle ludność święci w kościele gałązki jałowcowe, któremi potem okadzano dom i oborę, w zabezpieczeniu od chorób. Zakrystjan przygotowywał święconą kredę i jagody jałowcowe, za co otrzymywał datki. Kredą pisze ludność na drzwiach znane w Polsce K. M. B., jagody zaś służą do okadzania mieszkań.

W niektórych okolicach pieką kobiety i dziewczęta na Trzy Króle „jelenie”, „baranki” i różne „figlasy” z dobrze wyrobionego ciasta pszennego.

Na zakończenie „godowe” przytaczam poniżej kolędę kurpiowską:

Scęśliwe Betleem! miasto Dawidowe!
Ze się nam zjawiło odkupienie nowe,
Chrystus się narodził,
By nas oswobodził,
Od niewoli satańskiej!

Nam się nie dostało scęścia takowego,
Byśwa w nasej Puscy mieli zrodzonego
Jezusa Chrystusa,
Choćby nasa dusa
Serdecnie go ucciła!

U nas w Ostrołęckiem na Puscy starostwie,
Nie byłbyś się rodził w takowem ubóstwie!
Mawa izbów wiele
I ciepłe pościele —
Byłbyś lezoł wygodnie!

Choć nam barci w lasach, drzewa zabraniają,
Uzdy i siekiery w lasach zabierają —
Jednak byśwa byli
Choć w nocy zwozili
Suche drewka dla Ciebie!

Miałbyś i buraki i kapustę Panie!
Tłustą wieprzowinę zawsze na śniadanie,
Mlecko z jagiełkami,
Chlebek z kartoflami,
Z miodem wódki flaseckę!

A na obiad byśwa skrzecków naskwarzyli,
I kasy grycanej tłusto nakrasili
Zając, kuropatwy,
Choć połów nie łatwy,
Byłby Panie dla Ciebie!

Miałbyś i pieluski z partu cieniutkiego,
Sukmanek do kolan z sukna puscańskiego,
Faworek niedrogi,
Kurpiki na nogi
Bylibyśwa zrządzili!

A w Betleem żydzi śmierdzące psiajuchy
Tylko swym bachorom napasali brzuchy,
I chłodno i głodno,
W nicem niewygodne
Trzymali Cię, o Panie! Iśśpf

A ze sie tak Panie podobało Tobie,
Iześ cierpiał biedę w maluchnej osobie —
Przyjmij serca chęci
Miej Kurpian w pamięci —
Tu na Puscy i w niebie!’)

Na Matkę Boską Gromniczną w każdym prawie domu robią świece woskowe, okręcane włóknem lnianem, które gromnicami nazywają dopiero po poświęceniu ich w kościele. Gromnice zapalają przy umierających, oraz w czasie wielkiej burzy latem. Lnem podwiązują gardło, gdy to boli. W dzień św. Błażeja w kościołach robią specjalną świecę „błażejkę”, palącą się o dwóch knotach i po mszy rannej ksiądz podstawia ją zebranym pod gardła, tak, że ogień pali się z dwuch stron głowy.

W ostatki zapustne gospodynie smażą racuchy z mąki pszennej na drożdżach, zwane „pępuchami” (pępuchy, pampuchy); biedni poprzestają na racuchach kartoflanych. Młodzież urządza parę razy tygodniowo zabawy taneczne, oraz przebiera się w niedźwiedzi i cyganów. Dawniej chodzono z turem lub wilkiem — w przebraniu lub nawet prawdziwym wilczkiem; przed kilkunastu laty chodzono \ z kozą, za którą przebierał się jeden z chłopców, I łeb i rogi robiono z drzewa, pysk się otwierał na sznurku, cały nakryty był płachtą i beczał jak koza, skacząc wesoło w takt muzyki.

W środę popielcową ustają zabawy i muzyka, ludność idzie do kościoła na posypanie głowy popiołem. Dawniej wjeżdżał do chałup młody Kurp na przebranem koniu, ze lnianym ogonem, zwany zapustem. Posypywał on obecnych po- ‚ piołem i kończył zapust, gospodynie przytem śpiewały:

Jedzie Zapust na koniu — wywija po moście,
Frasują się komornice — co będą jeść w poście.

A inne odśpiewywały:

Stoi beczka śledzi,
Niech każda je, w domu siedzi.

Święto Zwiastowania N. M. P. (25 marca) nazywają tu Matką Boską Roztworną i czekają rychłej wiosny, wróżąc przytem urodzaje.

Na palmową niedzielę wszyscy prawie biorą do kościoła zielone gałązki wierzby, topoli, malin, porzeczek; albo robią wysokie palmy na prętach leszczynowych, oplatanych zielem leśnem — gałązkami jagód czernicowych, borówek itp. Taki las palm oraz zapach świeżej zieleni sprawiają w kościele miłe wrażenie.

Wielki Tydzień poświęcony jest prawie cały na mycie statków i mebli oraz bielenie, szorowanie i t. p. Od Wielkiego Piątku w kościołach nie dzwonią, lecz na mszę zwołują za pomocą dużych grzechotek; po procesji Wielko-Piątkowej używane są małe grzechotki. W Wielką Sobotę rano przy święceniu wody i ognia ludność, chcąc się dostać do beczki z wodą, robi taki ścisk, że wiele dzbanków i butelek tłucze się na kawałki. Przy grobach w wielu miejscach stoi straż (ob. ryć. 23), zwana nieraz „Turkami”. Straż ubrana jest w stroje rzymskie i kaski, robione z tektury, oklejane złotym lub srebrnym papierem. W rękach mają miecze, piki i halabardy. Ta sama straż pilnuje porządku w czasie rezurekcji, idąc przy baldachimie. Święcone niosą do jednej chaty z kilkunastu rodzin, ksiądz zaś, objeżdżający parafję, zajeżdża w umówione miejsca i dopełnia obrządku poświęcenia darów Bożych. Krąg kiełbasy i jaja na twardo, przybrane zielenią’ z borówek, ser, chrzan, placek — oto powszechnie przyjęte święcone. W czasie rezurekcji do ostatnich czasów odbywała się gwałtowna strzelanina przy kościołach, ze wszelkiego rodzaju broni palnej. Strzelano i ze starych moź-dzieży wiwatowych, przechowanych przy kościołach. Ostatnio zwyczaj ten został zabroniony, pozostawiając go przy wojsku. Po rezurekcji życzą sobie rodziny i sąsiedzi wszystkiego dobrego i dzielą się święconem jajkiem. Przez cały dzień, mając wolny czas (o ile dopisze pogoda), młodzież chodzi do lasu na sasanki lub oblega huśtawki, budowane w każdej niemal wsi.

Wielkanocna straż przy grobie Chrystusa (Nowogród, pow. Łomżyński)

W drugi dzień świąt młodzież leje się nawzajem wodą z butelek, kwart i ręcznych drewnianych sikawek. Dziewczęta i nawet starsze kobiety tego dnia schodzą się na pisanie i farbowanie jaj, zwanych tu piskami. Niektóre pisanki lub skrobanki (drapane nożem) są bardzo artystycznie wykonane. Dziś zwyczaj ten zanika.

W miesiącu maju najbliższe wsi kapliczki i figury przystrojone są wiankami z zieleni i kwieciem, wieczorem zaś, przede wszystkiem w niedziele i święta ludność zbiera się tamże i śpiewa wspólnie litanję do Matki Boskiej, oraz pieśń „Zdrowaś Maryjo Bogarodzico!”

„Na Zielone Świątki dobre i otrąbki” — mówią w tych stronach, mimo to jednak kto może, stara się, by upiec placek pszenny. W przeddzień świąt młodzież stroi chaty w zieleń, przeważnie ga-łęźmi brzeziny, albo ustawia przy wejściu całe brzózki. Dziewczęta okna i obrazy stroją całym tatarakiem, podłogę zaś posypują siekaniną z tegoż tataraku, który sprawia miły zapach w całym domu.

Figury św. Jana Nepomucena, stawiane nad wodami, w dzień tego patrona (16 maja) strojone są w kwiaty, a ludność śpiewa „Witaj Janie z Bolesława” lub podobne.

Gdy zboże podrasta, ludność urządza obchody, zwane w innych miejscach święceniem pól. Parafjanie zakupują nabożeństwo, po którem udają się w kompanji z obrazem lub krzyżem dookoła swych pól, śpiewając pieśni nabożne. Z kompanją udaje się i miejscowy ksiądz na furmance i na kopcach granicznych odprawia modlitwy i święcenia. Przez obchody ludność prosi Boga o urodzaj i dobry sprzęt.

Na Boże Ciało parafjanie stroją cztery ołtarze w kilku punktach miasta lub na cmentarzu kościelnym. W ostatni nieszpór oktawy Bożego Ciała ludność święci wianki, uwite z rozchodniku, macierzanki i grzmotnika. Wianki te, po poświęceniu, zawieszane są na oknach wewnątrz chat i w wierze ludu chronią chaty od burz i piorunów.

W czerwcu zaczynają się po wsiach kąpać wtedy, „jak św. Jan wodę ochrzci”, czyli od 25-go tegoż miesiąca, inni kąpią się po pierwszym grzmocie, co ma być zapowiedzią lata. W czasie wielkich burz ludność modli się, paląc gromnice, przy błyskawicach zaś żegnają się krzyżem świętym. Na „fraktach” (furgonach) żydowskich, gdy jadą i nasi, podczas burzy żydzi proszą nieraz, żeby się żegnać, co uważają za pewną obronę przed piorunem.

Na święty Jan (w wigilję 24-go czerwca) jeszcze przed kilkudziesięciu laty urządzano kupalnocki, paląc ognie nad strumieniami, tańcząc i rzucając na ogień różne zioła, z których dym rozpędzał czary; śpiewano przytem odpowiednie pieśni. O północy dziewczęta rzucały na wodę wianki, uwite z siedmiu ziół i wróżyły swoje zamążpójście. Jak jedna rzucała wianek, inne śpiewały przy blasku ogniska:

Oj czego płaczesz, moja dziewczyno,

Ach, cóż ci za niedola?
Nie płacz-że Kasiu, — smutnaś po Jasiu,

Oj będziesz ci go miała.

Po przybyciu do domu z „Kupalnocki” rzucano na dachy zabudowań łopian i bylicę, a we drzwiach domu stawiano miotłę, co miało nie-dopuścić czarownic.

Świętego Piotra w okowach (1 sierpnia) nazywają świętem „palikopy”, gdyż częste w tym czasie burze palą kopy zboża na polach. Dawniej w dzień ten świętowano do południa, dziś na-odwrót, w mokre lata, gdy św. Piotra było w niedzielę a wypadła pogoda ludność, za dyspenszą duchowieństwa sprzątała z pola.

Na M. B. Zielną (15 sierpnia) ludność święci plony swych pól, robiąc wiązanki ze .zboża, maku, lnu i t. p. Poświęcone zboże, po wykruszeniu, zasiewano przy pierwszym siewie.

Na święty Roch już prawie po żniwach, a zboża już sporo w stodołach, mówią wtedy:

„O święty Rochu,
Wszystkiego potrochu”!

Na Wszystkich Świętych i dzień Zaduszny gospodarze pieką dużo chleba i kołaczów, któremi obdzielają dziesiątki żebraków, siedzących w obrębie kościoła i cmentarza z duźemi workami. Dni te poświęcają pamięci o umarłych, modlą się, zakupują msze i podzwonne, płaczą na cmentarzach.

W wigilję św. Andrzeja dziewczęta podkładały sobie pod poduszkę męskie spodnie, co miało sprowadzić we śnie męża, jakiego pragnęłyby mieć. W wigilję Św. Katarzyny podobnie robili chłopcy ze spódnicą.

Na św. Mikołaja w dawne lata gospodarze i pastuchy zachowywali szczery post na intencję, by wilki, których było mnóstwo, nie robiły szkód w bydle i wszelkiej chudobie.

W adwencie grano powszechnie na ligawkach — długich drewnianych trąbach z munsztukami. Grano zwykle rano do dnia i wieczorem, na pamiątkę, że trąby zbudzą niegdyś zmarłych na sąd ostateczny.- Zwyczaj ten, miły bardzo, zaginął po ostatniej wojnie.

Po żniwach bogatsi gospodarze urządzali dożynki, z muzyką i tańcami, zakrapiane piwem. Na polu żniwiarze zostawiają ostatnią garść, wiążą u góry, a u dołu między słomą na kamieniu kładą skórkę chleba, co się nazywa piepiórką. Dawniej praktykowało się oboranie tejże piepiórki — chłopcy chwycili znienacka żniwiarkę („żniwaczkę”) za nogi, trzeci za głowę i oborywali nią ściernisko („rżysko); jeżeli dziewuch było więcej, to ten sam los spotykał chłopców.

Chrzciny odbywają się w kilka dni po urodzeniu; zaproszeni na ojców chrzestnych — ktokolwiek nim ma być — nie mogą się od tego obowiązku chrześcijańskiego odmówić. Po chrzcie u rodziców dziecka wyprawiane są chrzciny, niekiedy bogate i huczne.

Na pogrzebach też bywają poczęstunki. Zaraz po śmierci, gdy nieboszczyka włożą do trumny, ustawiają go w dużej izbie na stołkach, palą świece kościelne, a na noc zapraszają śpiewaków — starszych bractewnych lub i śpiewaczki razem, którzy śpiewają u wezgłowia umarłego całą noc, co chwila odświeżając gardła piwem i zagryzając plackiem. Na drugi dzień albo tegoż przed wieczorem prowadzą nieboszczyka do kościoła, a stamtąd na cmentarz, niekiedy odrazu z demu na cmentarz, jeżeli kościół jest tuż. O ile ze wsi do kościoła jest dalej, odprowadzają nieboszczyka do najbliższej figury, gdzie jeden z poważniejszych gospodarzy — orator — mówi żałobne przemówienie, żegnając zmarłego w imieniu rodziny i całej wioski.

W okolicach, bliżej puszczy położonych, przechował się stary zwyczaj urządzania styp pogrzebowych, zwanych Bożemi obiadami. Boże obiady czyli wspólne modlitwy za zmarłych w całej rodzinie urządzane są w adwencie. Niekiedy kilka rodzin urządza wspólnie tę uroczystość za zmarłych przez szereg lat krewnych. Po odbytem nabożeństwie w kościele, gromadka osób, nieraz kilkadziesiąt i więcej z krzyżem na przedzie idzie procesją do wsi, naprzeciw wychodzi z domu gospodarz z zapaloną świecą w jednej ręce, a krzyżem w drugiej. Zebrani goście i krewni śpiewają pieśni, odmawiają zdrowaśki za dusze zmarłych, mówili modlitwy i różne pacierze. Uroczystość taka trwa dzień i całą noc, w czasie której zebrani otrzymują obfite pożywienie i napoje, z piwem a nawet i wódką. Na Boży obiad przyjeżdża zwykle na parę godzin i ksiądz miejscowy. Boże obiady przetrwały do dzisiejszych czasów.

Wesela na terenie puszczy kurpiowskiej są dosyć urozmaicone, obfite w piosenki. Z braku miejsca ograniczę się tylko do ogólnie przyjętego zwyczaju, jaki do niedawna jeszcze gościł w tych stronach.

Staranie się o względy upatrzonej dziewczyny, chodzenie do niej w celach małżeńskich nazywa się tu chodzeniem w rajby. Swat, który bierze na swoją głowę skojarzenie młodej pary, nazywa się rajem; załatwia on między młodym a rodzicami panny i nią samą sprawy formalne, majątkowe i t. p. Zmówiny przedweselne (rajby) odbywają się w czwartki lub soboty, poczem po zmówinach, oblanych kieliszkiem gorzałki, dają na zapowiedzi. Jeżeli pan młody jest z innej, dalszej wsi, rodzice panny młodej jadą z nią razem na opatry (oględziny), w celu zlustrowania majątku, domostwa i chudoby, a także rodziny przyszłego zięcia.

W przeddzień wesela, wieczorem, panna młoda zbiera do siebie młodzież i po poczęstunku wyjawia, kto ma być u niej na weselu druchną, drużbą i t. p. Młodzież, upoważniona przez pannę młodą, idzie po wsi do osób wiadomych i zaprasza w imieniu młodej na wesele. Wymowniejszy drużba ma przytem taką przemowę:

Niech będzie Jezus Chrystus pochwalony,
Przychodzimy tu z prośbą i niosąc ukłony
Od państwa młodych (nazwisko), żebyście państwo niewymowni byli,
Ten akt weselny przyozdobili… i t. d.

W dzień weselny rano panna młoda z druchną ponawia prośbę. W wielu miejscowościach zaprośmy odbywają się trzy razy — panna młoda z druchną chodzi w tym celu osobiście. Do wiosek dalszych jeździ zapraszać furmanka, gdyż inaczej goście nie przyjadą. W dzień wesela młoda zbiera sama druchny, a młody drużbów. Muzykantów zaprasza i opłaca pan młody.

Goście schodzą się około południa do domu weselnego czyli domu rodziców panny młodej; są to wszystko sąsiedzi i różna „famelja”. Nowoprzybyli częstowani są białą kawą z pszennym plackiem. Wkrótce robi się większy ruch, ktoś krzyknął „Jadą”! — i kto żyw, wybiega na dwór. To zajeżdża pan młody na przedzie z muzyką, która rżnie marsza, za nim jedzie szereg furmanek, z których rozlegają się śpiewy i wesołe okrzyki. Wprowadzeni goście pana młodego zasiadają do poczęstunku, młodzież zaś zabiera zaraz muzykantów, idzie do sąsiedniej chałupy i tańczy aż do czasu wyjazdu do ślubu.

Tymczasem pannę młodą ubierają gospodynie w ubiór ślubny — gdzieś w swobodnej chacie. Po dawnemu pannę młodą stroją w piękny strój kurpiowski, a na głowę kładą strojne czółko z wstążkami; obecnie, szczególnie bliżej miast, panny młode ubierają się po miejsku, a na głowy kładą welony. Gdy panna młoda ubrana, przychodzi pan młody’ z drużbami, odprowadza ją z muzyką do domu rodziców. Tu starsza druchna przypina każdemu drużbie kokardę białą rozmaitej długości. W dawniejsze lata też druchna wręczała panu młodemu rózgę weselną —ubraną we wstążki gałąź jałowcową — symbol wiecznej młodości.

W przeddzień ślubu odbywają się jeszcze rozpleciny. Po uprzedniej zabawie sadowią pannę młodą na pieńku lub ulu (kłodzie), albo na dzieży lub stołku, śpiewają przytem pieśni, pobudzające pannę młodą do płaczu. Warkocz rozplata najpierw brat rodzony lub najbliższy krewny przy śpiewie:

Zakukała kukaweńka na sęku,
Zapłakała Kasiuleńka na pieńku,
Oj, kukajże, kukaweńko, a głośniej,
Oj, płacz-że, ty Kasiuleńko żałośniej.
Lata żołna, szuka ula,
A na nim siedzi Kasiula.

Płacz panny młodej jest dobrą wróżbą na przyszłe życie nowożeńców. To też druchny śpiewają dalej:

Zielona ruta, jałowiec,
Lepszy kawaler niż wdowiec,
Zielona ruta. modry kwiat,
Już ci, Kasieńko, trzeba w świat.

Po rozplecinach następuje zabawa taneczna kawał w, noc.

Przed ślubem drużbowie dobierają sobie druchny, z któremi jadą lub idą do kościoła, starszy zaś gospodarz wyprowadza pannę młodą na środek izby i ma do obecnych przemowę, dotyczącą małżeństwa, przerywaną „wiwatem”, granym przez muzykę. Przemowę orator tak kończy:

„Dziękuję wam kochane rodzice za wychowanie wasze i za wszystkie trudy, podjęte około tej panny i proszę wraz o błogosławieństwo rodzicielskie. Proszę o wiwat (grają).

„Dziękuję wam krewni, sąsiedzi i przyjaciele, żeście nie żałowali swoich kroków na odwiedzenie tego domu, czyli aktu weselnego. Proszę o wiwat.

„Dziękuję wam kochane kawalery za usługę około tej panny w dniu dzisiejszym. Proszę o wiwat.

„Dziękuję wam kochane siostry, oraz towarzyszki, z któremi przez tak długi czas skryte i potajemnie te sekrety ukrywała, już od dziś przestaje i opuszcza towarzystwo z wami, lecz postępuje za przodkami swojemi — wstępuje w stan święty małżeński, co daj Boże — amen”.

Przemowy w różnych okolicach są odmienne. Po przemowie orator prosi rodziców o błogosławieństwo dla obojga młodych, poczem jadą ze śpiewem do kościoła. Pan młody stara się zwykle prześcignąć swą furmanką lub sankami pannę młodą, jadącą oddzielnie, co ma mu zapewnić przewagę nad żoną w przyszłym pożyciu. Przy ołtarzu pan młody stara się przyklęknąć oblubienicy suknię lub welon — co też sprawi, że będzie miał przewagę…

Po ślubie niektórzy idą do karczmy, przeważnie jednak wracają wszyscy do domu, gdzie rodzice spotykają młode małżeństwo chlebem i solą. Jeżeli młoda ma pozostać po ślubie u rodziców młodego, to nazywa się na ojczyźnie; jeżeli młody zostaje u rodziców młodej, to mówią, że ożenił się do niej.

Do tańca weselnego wybiera młodzież dom z obszerną izbą, która nazywa się wtedy gospodą. Na tej gospodzie młodzież tańczy do obiadu, który odbywa się o godz. 12-ej w nocy. Na obiad składa się zupa z buraków czerwonych na wieprzowinie, rosół z ryżem, chleb biały, placek i piwo bawarskie lub jałowcowe.

Przy obiedzie młodzi śpiewają:

Już mi sprzykrzyło w kawalerskim gronie,
Trzeba-by pomyśleć podobno o żonie,
Boć mi bieda dokuczyła i rozumu nauczyła… itd.

Albo o pasternaku:

Słodki pasternak nak, nak, nak, nak
Jak i gruby, tak i cienki,
Obierały go panienki.

Przy piwie śpiewy nie milkną ani na chwilę, a jeśli kobiety zaprzestaną, mężczyźni śpiewają:

Czemu baby nie śpiewacie,
Czy drewniane gęby macie?…

Porządku przy stołach pilnuje starszy drużba, który niekiedy śpiewa:

Prosili mię na wesele
Za starszego drużbę,
Kazali mi w piecu palić
I zamiatać izbę.

Po obiedzie następują zwykle oczepiny, które dawniej ciągnęły się kilka godzin. Pan młody roznosił wtedy piwo, zakasywano zaś plackiem, ozdobnie pieczonym — korowajem. Przy zdejmowaniu wianka z głowy panny młodej, śpiewają:

Mój wianeczku lawendowy,
Nie odchodźże z mojej głowy,
Spadł wianuszek i skruszył się,
A pan młody pocieszył się.

albo:

O mój ty wianuszku, o mój lawendowy,
Ustępuj, ustępuj, czepuszkowi z głowy.

Czepek nakłada pannie młodej zwykle matka chrzestna, przyczem wszyscy klaszczą w dłonie, kobiety wołają „nasza!”, a mężczyźni „wiwat!”.

Pieniądze na czepek zbierają starsze kobiety w talerz, obwiązany chustką, śpiewają przytem wiele piosenek, n. p.:

Pójdźcie do nas, panie raju,
Bo was tutaj dobrze znają,
Ona wam koszulę prała,
Bo się srebra spodziewała.

albo: (stając przed sołtysem)

A nasz pan sołtys to mądrej głowy,
Położy na talerz pięciorublowy.

Jak kto mało da, śpiewają zgryźliwie:

Czyście kościół zamiatali,
Żeście groszów nazbierali.

Po oczepinach śpiewają „chmielą”:

„Żebyś ty chmielu na tyczki nie lazł” itd.

poczem urządzają jarmark. Wyprowadzają każdą pannę na środek, zjawiają się kupcy-żydzi i targują towar, wychwalając zalety lub. wady panny. Na ostatku wyprowadzają pannę młodą, którą wykupuje od handlarzy pan młody.

Zabawa weselna przeciąga się do rana, poczem wszyscy idą spać do paru lub kilku izb, gdzie już nasłano słomy na podłogę.

Po przespaniu się, goście, przeważnie młodzież, zbierają się u panny młodej, muzyka gra wszystkim z kolei „dzień dobry”, każda para tańczy, dając muzykantom datek pieniężny. Po południu wybierają się wszyscy do pana młodego pieszo lub furmankami, jeżeli dalej. Nazywa się to przenosiny. Przy wyjezdnym muzyka gra stosownego marsza, a druchny śpiewają „wsiadanego”:

— Oj siadaj, siadaj, Maryś, kochanie,
Nic nie pomoże twoje płakanie,
Nic płakanie nie pomoże,
Kiedy konie stoją w wozie,
Pojedziemy wraz!

— Oj, nie będę ja jeszcze wsiadała,
Bom panu ojcu nie dziękowała,
Dziękuję ci panie ojcze,
Ze bywali ze mną goście,

Teraz nie będą.

— Oj siadaj, siadaj itd.,

następuje rzewne w piosnce podziękowanie matce, braciom, siostrom, ścianom, stołom, ławom, Ogródkowi, druzkom i ścieżkom znajomym od dzieciństwa.

U pana młodego następuje poczęstunek i niekiedy znowu zabawa, poczem rozjeżdżają się wszyscy do domów.

Wojny ostatnie zmieniły zwyczaj- weselne, zmusiły też ludzi do oszczędności. Wesel takich, jak dawniej, nie wiele już spotykamy.

Kurpie mają wiele swoich zwyczajów, związanych z życiem domowem i gospodarczem. Z braku miejsca tylko niektóre przytaczam:

W wielu miejscach nie sieją zboża w piątek, bo „Kiedy w piątek Męka Boża, nie zasiewaj nigdy zboża” — mówią. Na sianie spać można dopiero po pierwszym grzmocie. Drzewo, powalone od wiatru lub pioruna, nie może być użyte na budowę\ domu, bo sprowadzi nieszczęście. Pszczół — nowych rojów — starsi pszczelarze nie chcą sprzedawać, żeby nie sprzedać razem szczęścia. Pszczoły słabe przepuszczają z ula przez piastę od koła, co ma ich wzmocnić. Przy sadzeniu kapusty kobieta, robiąca tę czynność, siada najpierw w miejsce, gdzie ma wsadzić pierwszą rozsadę; kapusta ma być wtedy tak wielka, jak… siedzenie tejże kobiety.

Do uroczystości domowych należą jeszcze: krajanie kapusty do kwaszenia, kiedy schodzi się dużo młodzieży do pomocy i do zbytkowania; folowanie sukna na sukmany, do czego zprasza

się sąsiadów do pracy przy ręcznem foluszu; miodobranie w pasiekach; nowosiedliny — Przy ukończeniu budowy własnego domu; przy pieczeniu chleba — gospodynie pieką wtedy najpierw „wychopieniek” — cienki kołacz z rżanego ciasta, posmarowany z wierzchu miodem; kołaczem tym obdziela gospodyni sąsiadów i członków rodziny.

W wielu miejscach Kurpie wierzą w czary i czarownice, oraz odczyniają uroki za pomocą trzech węgli, wrzucanych na gorąco do wody. Czarownice, według ciemnych, odbierają mleko krowom, zadają choroby i przynoszą nieszczęścia. W pewnej wsi kobieta, uznana przez okolicę za czarownicę, ma córkę na wydaniu z posagiem, lecz chłopcy omijają pannę zdaleka, bojąc się wchodzić w znajomości z czarownicą. W czasie okupacji Niemcy w jednej z gmin pow. Kolneńskiego dowiedzieli się o czarownicach. Chcąc się o tern przekonać naocznie, ogłosili, żeby czarownice zgłosiły się same, to dostaną nagrody. Zgłosiło się wtedy dobrowolnie aż 23 „czarownic” z tejże gminy. Niemcy oczywiście nagrody żadnej nie dali.

Leczą się Kurpie w wielu wypadkach po swojemu: ziołami, piwem, odczynianiem. Febrę nazywają tu ograską, „ograską” nazywają również białe kamyki z kwarcu (podobne do lodowatego cukru); przy znalezieniu takiego kamyka biorą go do ręki, plują nań, rzucają za siebie przez głowę i robią ręką znak krzyża, jak przy pacierzu.

Ma to chronić od „ograski” — febry. Oczy leczą miętusowym sadłem lub wygładzonym bursztynem, który zasuwają pod powiekę.

Jak niektórzy Kurpie wierzą w działanie czarów, mówi przykład następujący:

Młoda dziewczyna ze wsi Jeglrjowca (powiat Ostrołęcki) ubrała się w ładną chusteczkę i poszła do kościoła w Kadzidle. Druga dziewczyna, zazdrosna, że sama posiada brzydką chustkę, poszła również do kościoła, stanęła za plecami pierwszej i wziętym ze sobą nożem porznęła chustkę w pasy, tak, że poszkodowana nie widziała, bo był tłok znaczny. Dopiero po powrocie do domu zauważyła stratę i podniosła płacz. Rodzice zmartwili się bardzo, chustka była droga i do tego pożyczona, trzeba będzie odkupić drugą. Brat jednak dziewczyny wszczął śledztwo, poszedł do policji, gdzie mu powiedziano, żeby sprawę oddał do sądu, lecz że nie było świadków, więc tejNdrogi trzeba było zaniechać. Domyślano się cpkolwiek, gdyż wiedziano, która dziewczyna stała w kościele za poszkodowaną, ale nikt jej za rękę nie złapał. Poradzono się wreszcie starej kobiety, umiejącej odczyniać czary i robić różne tajne praktyki. — „Niema rady — mówiła zapytana — tylko trzeba chustkę całą pociąć do reszty w kawałki, wrzucić je do kostnicy na cmentarzu i zapalić poświęconą gromnicę w kościele. Po wykonaniu tego złodziejka, która ukradła chustkę, musi umrzeć przed pół rokiem”.

Gdy się to rozniosło po wsi, złodziejka, niechcąc umrzeć, zgłosiła się sama do poszkodowanej, przeprosiła ją i chustkę nową odkupiła.

Żadna policja nie znalazłaby lepszych środków.

Z podań miejscowych powszechnem jest podanie o kwiatku paproci. Według opowiadań, paproć ma kwitnąć w nocy, w wigilję Św. Jana Chrzciciela. Kto taki kwiat znajdzie, ten widzi odrazu, gdzie się znajdują schowane lub zakopane różne skarby i drogocenności i może być odrazu bogatym. Trudno jednak kwiat upatrzeć a i przeszkody ku temu są ogromne; zucha, który odważy się podpatrywać kwitnięcie paproci, napadają dzikie zwierzęta, straszą go różne zmory, pokazują się djabły i t. p. Zwykle nikt nie wytrzyma tych prób i ucieka z paprociowej gęstwiny. Zdarzyło się jednak, że pewien chłop podróżny zabłądził w lesie, zapomniawszy o wigilji Św. Jańskiej. Nagle zajaśniało mu w oczach, zobaczył ukryte różne bogactwa i korzystając z okazji, nabrał skarbów w kieszenie i w torbę. Opchawszy się dobrze, ruszył do domu i zdjąwszy mokre chodaki, chciał ruszyć z powrotem po więcej skarbów. Ale nagle stracił wszystko z przed oczu, pieniądze mu znikły, a on sam nic już sobie nie mógł przypomnieć. Okazało się, że do chodaka wpadł mu w lesie kwiat paproci, z chwilą zaś, gdy chodaki zrzucił, kwiat się zgubił i całe bogactwo Kurpia przepadło. Bez tego kwiatka trudno się do dziś Kurpiom zbogacić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *