Trąby

Trąby. Mowa tu będzie o trąbach pastuszych, które były jakby dalszym ciągiem rogów, uży­wanych do trąbienia za bydłem. O trąbie uży­wanej wśród Mazurów czytamy u Święcickie­go, wspomina też o nich i Seweryn Goszczyń­ski w Sobótce, pisząc:

Na piersiach Wyźni spłonie stos Sobótki!

Brzmią długie trąby, przygrywają dudki.

Przy opisie herbu Kalisza czytamy u Baliń­skiego, że „na autentycznej pieczęci z czasów Kazimierza Jagiellończyka jest brama miejska z dwiema wieżami na wierzchu, między który­mi stoi połowa męża z czapką na głowie, trzy­mającego w jednej ręce trąbę, na której trąbi, a w drugiej różdżkę. Omawiana trąba wyglą­da na drewnianą, długości około jednego me­tra, podobną do tych, jakie do niedawna dało się widzieć po wsiach w rękach wiejskich pa­stuchów.

Pastuch zwołuje bydło o wschodzie słońca

Na Kurpiach trąby pastusze sięgały nawet do pół metra długości. Grywali na nich pasterze na wypędzenie owiec, chodząc rano po wsi, trąby drewniane robili oni sami. Wykonywa­no również trąby z kory olszowej, którą po zdjęciu z drzewa skręcano i zasuszano, niczym nie sklejając. Wyrabiano również trąby z kory brzozowej (lub innej), zwykle z młodego, kil­kuletniego drzewka lub gładkiej gałęzi. Korę zdejmowano w całości na wiosnę, kiedy „pusz­czała miazga”. Na krótkich trąbach trąbiono za bydłem, na długich grywano w adwencie. W innym miejscu dowiadujemy się, iż trąby robiono z kory młodej olszyny, długości około półtora łokcia (z gładkiej „olsicy” bez sęków). Nacinano korę prawie ,,jek śrubę” i zdejmo­wano ją dookoła, następnie, jeszcze gdy była świeża, skręcano „na zakład” i zasuszano. W górnym końcu trąby wprawiano ustnik wykrę­cony z cienkiej gałęzi olszowej.

Trąba pastusza

W Zalasie i innych wioskach robiono trąby z „osicki” (osiki); ścinano młodą „osickę” i po rozszczepieniu wzdłuż przez środek wybiera­no ostrym narzędziem środkową „muchę” wraz z drewnem. Po osuszeniu sklejano obie połowy smołą i skręcano korzeniami. Trąby takie ro­bili najczęściej owczarze, grając po wsi przed wypędzeniem bydła „na wyganianki”, co było słyszalne na kilka wiorst; niektórzy grywali bardzo ładnie.

Nad granicą pruską koło wsi Łączki i Zimna od dawien dawna robiono drewniane trąby, długie nawet do jednego sążnia, których granie słychać było do jednej mili. Robiono je z młodej choiny („chojecki”) lub ze świerku („jegliji”). Najlepszy głos miały podobno zrobione z młodej odnogi („przyrośli”) na sośnie (z odno­gi bocznej, zwykle smolnej). Instrumenty wykonane z „jeglijiny” miały podobno nieczysty dźwięk, „chropowaty”. Na trąbach trąbiono zwykle na owce, również i w „jadwencie”. We wsi Łączki, gdzie było do 500 owiec, jeden pa­stuch z trąbą dawał sobie z nimi radę. Owcom trąbili pastuchy „marsia”, żeby szły wolniej i „kłósa”, „coby biegły prędko”. Owce tę muzy­kę dobrze rozumiały.

Przy graniu należało dąć mocno, dmuchając w ustnik („cewkę”). Za trębaczem podśpiewy­wano po wsi nieraz:

Wygoniaj owce,

A barany – chto chce.

Gajowi („Strzelce”) dawniej zabraniali trąbić po borach, bo płoszono tym zwierzynę. Przed rokiem 1914 młodzi trębacze, gdy brano ich do rosyjskiego wojska, szli zwykle do orkiestry, gdzie grali na trąbach wojskowych. W sąsied­nich Prusach jak trąbiono we wsi Karpa, sły­chać było dobrze u nas, choć była to odległość paru wiorst.

Ze wsi Pełty, również nad pruską granicą, dowiadujemy się, że pastuchy mieli tam drew­niane trąby, robione z grubego korzenia, wy­drążonego po rozłupaniu. Obie połowy potem składano, sklejano, okręcano drobnymi ko­rzonkami i „wylewano” od wewnątrz roztopio­ną żywicą („zizicą”). Długość ich sięgała me­tra i więcej. Krótsze, o długości około pół me­tra, nazywały się trąbami, a długie – ligawkami. Kiedy rano, przy wyganianiu bydła, pastuch szedł przez wieś i grał na trąbie (ligawce), każ­dy gospodarz wiedział, że ma bydło z obory wygnać na pastwisko. Trąbienie to słychać by­ło w promieniu około 3 km.

U Mazurów pruskich, wzdłuż granicy, na trą­bach (ligawkach) grano powszechnie. Na stro­nie kurpiowskiej trąbienie słychać było stale. Do melodii pastuszej dorobiono takie słowa, którymi naśladowano grającego:

Wygoniaj, wygoniaj Katryna owce,

Bo jak nie wygonis, to wygoni insa.

W Nowogrodzie Łomżyńskim, około lat 1870 -1890, pastuchy wygrywali na trąbach różne melodie w czasie „wyganianek”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *