Kłoda alarmowa

Wybierano w lesie pień sosnowy, a jeszcze lepiej świerkowy ze starodrzewiu, wewnątrz wypróchniały lub wyjedzony przez czerwone mrówki, czy też zwalony wreszcie przez burzę. Taki pień oczy­szczony wewnątrz, okorowany, wysoki od 1 do 1,5 m, z powłoką do 2 cm grubą, niekiedy wypalony wewnątrz na gładko, służył przed wiekami jako bęben alarmowy w różnych ośrodkach i osiedlach puszczy.

Kłoda alarmowa

Zwykle znaj­dował się on gdzieś na wzgórku, a w razie alarmu o niebezpieczeństwie (napad zbójecki, po­wódź, najazd wrogów, dziki zwierz itp.) pierw­szy, kto dopadł do kadłuba, uderzał weń z bo­ków grubą pałką lub ułamaną gałęzią. Huk, ja­ki przy tym rozlegał się po lesie lub osiedlu, był ostrzeżeniem dla ludności, która na dal­szych wzgórzach robiła to samo. W innych wsiach posługiwano się do takich celów drew­nianą „kulą” lub krzywułą. Ostatnie wspomnienia po takim bębnie samorodnym pozostały we wsi Łyse, w powiecie kolneńskim, do prawie 1920 roku. Objaśniał mi to stary Nicewicz. Z czasem do podobnych celów używa­no wystrzelonych szrapneli lub ich łusek. Wia­domości o tym pozostały w gawędach sta­rych ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *