Jan Sęk – rzeźbiarz kurpiowski

Jan Sęk urodził się w Ptoszycach w 1876 r. Jego dziadek należał do zamożnych gospodarzy (po­siadał 2 włóki ziemi). Ojciec Jana Sęka odziedziczył całą włókę. Nagła jego śmierć nie pozwoliła jednak, aby Jan Sęk miał lekkie dzieciństwo. Gospodarstwo po zmarłym objął stryj i wypędził wdowę z gospo­darki. Jan Sęk z matką i rodzeństwem poszli na służ­bę do obcych ludzi. Sęk pasł gospodarzom krowy. Wtedy właśnie zaczął po raz pierwszy rzeźbić. W tym też czasie w pobliskiej Dąbrówce urządzano wnętrze w przeniesionym na miejsce kaplicy starym drewnianym kościele z Kadzidła. Prace stolarskie prowadził tam Sosnowski wraz z dwoma synami. Jan Sęk, wów­czas już kilkunastoletni chłopiec, znalazł przy maj­strach zatrudnienie i zarazem możliwość zdobycia praktyki stolarsko-rzeźbiarskiej. Sam mówi o tej praktyce: „Znąłem deski i odrabiałem figury z pierwsego wióra. Wszystek mu towar przygotowywałem, Tylko do tocenia wożono kolumny do tokarni w Ostrołęce, gdzie był kierat.”

Jan Sęk z Płoszyc

Mając 17 lat rozpoczął Jan Sęk starania o zdobycie utraconej ojcowizny. Dopiero jednak wczesny ożenek w 19 roku życia wpłynął ostatecznie na odzyskanie ziemi. Od tego momentu, tj. od 1895 r. aż do śmierci żony w czasie II wojny światowej, a więc w ciągu 50 lat Jan Sęk zajmował się pracą na roli i przy gos­podarstwie, nie podejmując żadnych robót rzeźbiar­skich, Uciążliwa praca oraz liczne obowiązki rodzinne wpoiły niechęć do lenistwa, umiłowanie czynnego ży­cia. Mawiał: „Ja bez roboty nie mogę żyć i mnie tak prędzej dzień schodzi.”

Podczas I wojny światowej służył jako artylerzysta w wojsku carskim. W okresie międzywojennym miał okazję być bodaj dwukrotnie w Warszawie. Z podróży pozostały mu wspomnienia oglądanych kościołów oraz kina. Pobyt w wojsku, a być może także podróże do Warszawy, gdzie musiał radzić so­bie w nieznanych sytuacjach, utwierdziły go w po­czuciu własnej zaradności czy nawet wartości: „ja kiedyś byłem cwany, ale dzisiaj nie ma i połowy tego”, albo inna wypowiedź: „ja wszystko odrobię, jak tylko zechce.”

Przed samą wojną zetknął się Jan Sęk z książką. Nie umiejąc ani pisać, ani czytać, przychodził na głośne czytanie książek do miejscowej biblioteki. Na spotkaniach czytano o tunelu kolei średnicowej w Warszawie, a także o „królu Kościuszce, Batorym Ste­fanie, prorokach i człowieku co kontrował z Panem Bogiem.” Wrażenia z tych spotkań nie pozostały bez wpływu na jego późniejszą twórczość.

Wydarzenia z czasu II wojny światowej i okresu, który bezpośrednio po niej nastąpił, zadecydowały o powrocie Jana Sęka do porzuconego w młodości rzeźbienia, mimo podeszłego już bardzo wieku. Jan Sęk wychował 4 synów i jedną córkę. Dzieci jego, już w czasie wojny, były dorosłe. Wszyscy oni oczekiwali założenia własnych rodzin. Dramat walki o prawo do ziemi powtórzył się w rodzinie. Nie miejsce tu, aby wnikać w wydarzenia jakie rozegrały się między dziećmi i ojcem. Wystarczy powiedzieć, że Jan Sęk przestał wtedy zajmować się gospodarstwem i stracił słuch. Wraz z niewidomym synem Marianem opusz­czają dom. Zajmując się sprzedażą słoniny, mięsa, a także wstążek i guzików przemierzają wsie Kur­piowszczyzny. Do domu sprowadza Sęka śmierć żony. Wkrótce potem Marian Sęk zostaje zabity w czasie jednej z wędrówek. Nie wraca również z wojny drugi syn. Jan Sęk dzieli po wojnie pracę na gospodarstwie z jednym spośród dwóch pozostałych synów. (Drugi — osiedlił się na ziemiach odzyskanych). Opuszczony przez wszystkich, w zaniedbanym domu zaczął znowu Sęk rzeźbić. Gospodarstwo przejął na siebie syn Ta­deusz. Ożenił się i pobudował nowy dom. Jan Sęk tłumacząc się przystąpieniem do skrytego zakonu ojców misjonarzy zajął izdebkę w chlewie i tu miesz­kał z dala od bliskich. Rezygnując z pomocy finanso­wej rodziny, starał się znaleźć źródło zarobku w pra­cy rzeźbiarskiej i malarskiej. Po zniszczeniach z cza­sów wojny otwierały się w tym zakresie duże możli­wości. W czasie zimy, nie wychodząc prawie na świat, zamknięty w swej izdebce, nie dojadając, Jan Sęk rzeźbił. Z nastaniem wiosny wyrzeźbione „śtucki”, narzędzia i farby zabierał ze sobą i wyruszał w wę­drówkę po okolicznych wsiach, czasem na parę mie­sięcy. Chodząc od domu do domu oferował gotowe fi­gury lub usługi konserwatorskie. „Oj co ja się po świecie nachodził, miałem tyle roboty, ze nieraz ty­dzień spałem w jednym miejscu. W Wyku siedziałem z tydzień, to do jednego domu znosili mi stare obrazy i zierzby. Reperowałem, temu rękę, temu nogę. W Szafarni i Gierwi to najwięcej figurów nazostawiałem. Byłem i w Świdwiborku. Poszedłem szukać Chrystusa Frasobliwego, bo tu był taki pan z War­szawy, to mi powiedział, ze tam znajdę takiego ja­kiego w całej Polsce nie ma, ale nie znalazłem.” W swych wędrówkach szukał jednak Sęk nie tylko figur wskazanych mu przez miejskich miłośników sztuki. Świadczy o tym jego dobra znajomość zacho­wanych w okolicy dawnych obiektów rzeźbiarskich. Z tych wszystkich wędrówek wracał zawsze bogatszy we wrażenia i nowe pomysły. Były to w pewnej mierze podróże artystyczne. Mówi np. „jak posedłem to sobie zobacyłem i odrysowałem.” Nie stronił rów­nież od kontaktów z innymi rzeźbiarzami. „U Golana pare dni byłem.” W czasie tego pobytu prowadził z Golanem dyskusję, jak i co należy rzeźbić. Oto re­lacja Franciszka Golana: „Sęk kiedyś tu ze mnie żartował, oj ty tu paskudzis, dłubies, zamiast raz, raz i zrobić. Bo ja wolę posiedzieć dzień, dwa i odro­bić dokładnie.”

Dzięki swej robocie Jan Sęk zyskał wkrótce roz­głos nie tylko wśród ludności miejscowej, lecz rów­nież u czynników zainteresowanych w reaktywowaniu tradycji dawnych umiejętności ludowych. Dzięki opie­ce ze strony Wydziału Sztuki Ludowej Minister­stwa Kultury i Sztuki mógł brać udział w różnych konkursach, kilkakrotnie zdobywając nagrody. Obec­nie jest Sęk członkiem Spółdzielni CPLiA „Kunpianka” w Kadzidle. W ostatnich latach zapadając ciężko na zdrowiu rzadko zajmował się rzeźbieniem. Coraz mniej, jak mówi, jest u niego siły, Nieprzyzwyczajony do bezczynności, jeśli nie rzeźbi, wówczas plecie ko­sze. Ale może nie tylko dlatego, że mu brak siły do rzeźby, lecz i dlatego, że figury jego nie u wszystkich cieszą się równą popularnością.

Posiadamy dostatecznie dużo danych o rzeźbach, aby było można scharakteryzować ogólnie ich tema­tykę i cechy formalne. Początkowo, tj. bezpośrednio po wojnie, rzeźbił Sęk prawie wyłącznie „Pasyje”. Na­stępnie wzbogacił swą robotę o dwa dodatkowe te­maty: św. Jana, którego nazywa niekiedy Niepomucenem lub Niepomukiem, oraz Matki Boskiej Niepo­kalanego Poczęcia. Te trzy tradycyjne te­maty od kilkunastu lat bez większych zmian domi­nują w twórczości Jana Sęka. Natomiast twórczość ta w formie ulegała wyraźnym przeobrażeniom. Ostat­nie prace różnią się od pierwszych rzeźb zarówno sposobem budowania bryły, jak odmiennością pro­porcji, a nawet ornamentyką. Tylko drobne szczegóły, takie np. jak sposób przedstawiania źrenic w oczach lub mięśni na rękach u Chrystusa ukrzyżowanego po­zostały bez zmian. Dla odbiorców miejscowych Jan Sęk rzeźby swoje maluje, dla CPLiA pozostawia je, jak mówi: „czyste” albo „gołe”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *