Fujarki

Fujarka. Instrument ten niewiele różnił się od dudki. Fujarka była jednak cieńsza od dud­ki i wygrywano na niej różne „proste” piosenki za pomocą otworków palcowych, które w fujar­ce zawsze być musiały. Otworów tych bywało od czterech do sześciu na stronie wierzchniej i jeden od spodu do dużego palca prawej ręki. Niekiedy nazywano fujarkami wierzbowe pisz­czałki. Fujarki wyrabiano jednak z czarnego bzu; używano w tym celu jego grubszych pę­dów, z których mocnym, gładkim patyczkiem lub drutem wypychano na wylot „muchę” [miękki rdzeń]. Do zadęcia wpra­wiano specjalny „stempelek” drewniany [czop] jak u dudek. Otworki do palców wypalano żelaznym okrągłym prętem. Fujarka była instrumentem pośrednim między piszczał­ką a dudką. Była też zapewne dawniej ulepszo­ną piszczałką wierzbową, wielodźwiękową „oktawówką”. Na fujarce, nawet przy kilku otwor­kach do palców, można było otrzymać kilkuoktawową skalę, zależnie od siły zadęcia w in­strument. Sprzedawane po straganach, toczone z drewna klonowego lub bukowego, fujarki są dalszym ciągiem [ewolucyjnym] tych dawnych fujarek pastuszych. Fujarki mają donośny dźwięk i znajdują chętnych nabyw­ców na jarmarkach i odpustach.

Fujarka olszowa

Przedstawiona na ilustracji fujarka wykonana z drewna olszowego miała od trzech do czterech otworów palcowych, a w dłuższych egzempla­rzach – do sześciu. Kupowana na straganach jarmarcznych na gościńce dla dzieci.

Fujarka z rury żelaznej, część przyustna

Piszczałki i fujarki metalowe. Omówione po­wyżej piszczałki wierzbowe i fujarki z bzu czy też olszyny grały przeważnie pięknie, dopóki były świeże i nieco wilgotne. Po wyschnięciu jednak psuły się. Wierzbowe – po paru dniach stawały się nie do użytku i trzeba było robić nowe, ze świeżej kory, a drewniane – przed graniem moczyć w zimnej wodzie. Ażeby ży­wot piszczałek i fujarek przedłużyć, zaczęto wy­rabiać je z metalowych rur żelaznych (niekie­dy z luf starych strzelb myśliwskich) lub mo­siężnych, lutowanych specjalnie z grubej bla­chy mosiężnej, albo sprowadzanych z miast od mechaników. Fujarki żelazne robione u kowa­la miały długość do pół metra, sześć otworów palcowych, zadęcie jak u fujarek drewnianych, czop drewniany lub metalowy (lutowany w og­niu). Grały pięknie i donośnie. Używano ich do ostatnich czasów po wsiach i miasteczkach nad Narwią.

Fujarka z rury mosiężnej

Piszczałki mosiężne robiono podobnie, ale były cieńsze od żelaznych, dłuższe i przypomi­nały wierzbowe „oktawówki”. Otworów pal­cowych miały po sześć, a głos równie donośny. Instrumenty te musiały istnieć w Polsce już od dość dawna, bo w jednej ze starych kolęd kantyczkowych, gdzie mowa o przygodzie pastusz­ka biegnącego do Betlejem, śpiewa się nastę­pująco:

Jak gonił, uronił piszczałkę mosiężną,

Z tej szkody, przygody biedę miał potężną.

Takie to piszczałki do niedawna jeszcze można było widzieć u chłopców kurpiowsko-mazurskich. Jedna z takich piszczałek ocalała po dru­giej wojnie światowej w zbiorach naukowych Adama Chętnika.

Fujarka z rury żelaznej, ro­biona przez kowali za pomocą pilnika i boru, lutowana w ogniu mosiądzem. Długość około 30 do 35 cm. Wyrabiana była do ostatnich czasów w dorzeczu Narwi.

Fujarka z rurki mosiężnej, z sześcioma otworami palcowymi. Długość oko­ło 40 cm, średnica 1,5 cm, odstępy między ot­worami palcowymi, licząc od krawędzi do krawędzi otworu, 1,8 cm. Pierwszy otwór palcowy, licząc od góry, na dwudziestym centymetrze od krawędzi górnej [dzioba] pisz­czałki. Tego rodzaju piszczałki wyrabiano rzadziej; głos miały dobry. Fujarka ta ocalała po pogromie wojennym w zbiorach Stacji Naukowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *