Dudy

Dudy. Był to instrument znany w ca­łej Europie, a dawniej miał być ulubiony przez wszystkich Słowian. W innych stronach zwany był kozą, wołynką lub kobzą.

Dudy były ongiś rozpowszechnione w całej Polsce. W literaturze naszej od XVI do XVIII stulecia mamy ciągłe wzmianki o tym dętym instrumencie, z czego możemy wnioskować, że był on w Polsce bardzo popularny. Wiemy tak­że, że nasze „mazowieckie dudy słynęły głośno w całej Polsce”, a „dudarzy mazowieckich wszędzie było pełno”. Dudy używane były do grania przez lud wiejski, jak również przez mie­szczan i szlachtę. Na zachodzie Polski zniknąć musiały wcześniej. W wiekach XVIII do XIX znano je już tylko w niektórych okolicach Wielkopolski.

Na Kurpiach i w ogóle nad środkową Narwią zaginęły dudy stosunkowo dawno, gdyż ludzie, nawet osiemdziesięcioletni, niewiele mogą o nich powiedzieć. Nikt z żyjących grajków nie miał w rękach tego instrumentu, a tym bardziej nie grał na nim. W tradycji tylko przechowała się nazwa nie kozy czy też nieprawidłowo ,,kobzy”, lecz dudy.

Dudami nazywają w ogóle instrument muzy­czny posiadający miech, który dla wydobycia dźwięku trzeba gnieść, cisnąć. Tak też nazywa­ją harmonię z miechem, a do harmonisty mó­wią czasem: „przynieś swoje dudy i graj”. Również harmonistę i organistę nazywają, a właściwie przezywają nieraz dłabidudą. Słowo „dłabi” oznacza tu – gniecie, dusi. Przezwisko to dotyczy oczywiście miecha, którym posługu­je się harmonista. Nigdy w ten sposób nie prze­zywają skrzypka lub klarnecisty. Zresztą samo przezwisko nie jest zbyt dokuczliwe.

Przy dawnych zaprosinach na wesele druż­bowie w tych stronach zachęcając na przyszłe gody, między innymi śpiewali:

Tam będą grali nam sałamaje, dudy,

Będą nam się trzęsły kolana i udy…

Mowa tu oczywiście o dawnych dudach, o kozie, która, jak wiadomo, wykonana była z ko­ziej skóry. Również w jednej z zagadek słyszy­my taki zwrot:

Jek buł malutki, to grał w dudki…

Ponieważ mowa tu o cielaku, który ssał dojki („cycki”) krowie, porównując przeto wymię krowie i dojki (jako „dudki”) z dudami (kozą, „kobzą”), domyślamy się przez analogię, że i tu mowa o dudach.

Dudy

W związku z dudami mamy na Kurpiach wios­ki Dudy Puszczańskie i Dudy Nadrzeczne. W wioskach tych i w okolicy dużo jest nazwisko brzmieniu samego instrumentu. Być może osiedlili się tutaj albo mieszkali jacyś dudzia­rze, odgrywający ze swym instrumentem pewną rolę w życiu zbiorowo-towarzyskim i obrzę­dowym tutejszego ludu, który z czasem i ich samych, i ich osiedla upamiętnił nazwami „Dud” i „Dudów”. Znane tutaj i gdzie indziej przysłowie „dudy w miech” sięga też pewnie czasów, kiedy dudziarz, zawinąwszy swe dudki w opróżniony z powietrza worek skórzany, wę­drował dalej ze wsi.

Dudy miały worek (mieszek) z koziej skóry lub cielęcej, wyprawionej na miękko. Dudziarz brał go pod pachę, z lewej strony, dął w cew­kę, którą trzymał w ustach, „bącek” [piszczał­kę burdonową] zaś zarzucał sobie na lewe ramię i miał z niego jakby wtór. Na pozostałych dwóch piszczałkach drewnianych wygrywał dudziarz palcami obu rąk; piszczałki te miały po cztery otwory palcowe każda. Roz­mieszczenie tych otworów było w każdej piszczałce inne; w jednej cztery otworki były bli­żej mieszka, a w drugiej bliżej wylotu były one jakby dalszym ciągiem pierwszej. Długość obu piszczałek była jednakowa, jednakowe tak­że były ich średnice. Objaśnienie to wraz z ry­sunkiem otrzymałem od starego Giętka spod Dud Puszczańskich w 1910 roku, który dudy je­szcze pamiętał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *