Bartnictwo

Bartnictwo czyli pszczelnictwo, obok my-śliwstwa, stanowiło jeden z ważniejszych działów przemysłu miejscowego (ob. ryć. 6). Bartnictwem zajmowali się Kurpie z zamiłowaniem i mieli do tego specjalne zdolności. Pszczoły hodowano w stanie dzikim na barciach czyli starych sosnach, w których na wysokości kilku metrów od ziemi dłubano otwór, noszący nazwę d z i e n i; jeżeli drzewo było bardzo grube, to kilka dzieni można było w nim wyrobić. Barć z pszczołami nazywano barcią osiadłą, a barć bez pszczół barcią próżną. Otwór, wydłubany w sośnie, nazywał się dłużnią, zatykany zaś był deseczką, zwaną d ł u ż n i c ą. Pszczoły, w lasach hodowane, żwafto borówkami lub z i e l o n em i, ponieważ w żywem, zielonem drzewie mieszkały.
Bartnicy, zgromadzeni w swoje bractwo, kierowani byli i sądzeni przez starostę bartnego (o czem już obszerniej mówiłem), który również dopilnowywał zbierania daniny w miodzie — bartnego, pobieranego przez władze królewskie. Za dopilnowanie pobierania miodu starosta lub przez niego upoważniony otrzymywał po plastrze miodu z barci, co się nazywało garściowem.
Puszcza podzielona była na szereg borów, liczących po 60 barci osiadłych. W każdym boru siedział przez całe lato Kurp-bartnik w swoim szałasie, który nazywał stanem. Z czasem, gdy się ludność puszczy rozrosła, podzielono bory dotychczasowe na półbory i ćwierćbory.

Podbieranie miodu z barci

Przez całe dni Kurp zajęty był szykowaniem i porządkowaniem barci, oraz doglądaniem rojów. Na wiosnę, gdy rzeki rozlały, niektórzy bartnicy do swych pszczół dostawali się na czółnach. W robocie swej bartnicy wykazywali zadziwiającą zręczność i wprawę. Ponieważ barć dłubano na znacznej wysokości, bartnik zarzucał linę na wystającą gałąź, a siadłszy na przywiązanej desce, (leziwie) windował się do góry aż do potrzebnej wysokości. Łażono i inaczej: obejmowano drzewo liną, trzymano się rękami za dwa końce i podsuwając linę coraz wyżej, odpychano się jednocześnie nogami — aż do góry. Tam umocowawszy się liną, bartnik opatrywał pszczoły lub podbierał miód. Potrzebne narzędzia wiązano mu na dole do linki, którą on w miarę potrzeby podciągał do góry.
Teren puszczy Kurpiowskiej lesisty, pełen łąk kwiecistych i wszelkiego ziela, dostarczał pszczołom dużo słodyczy, którą chętnie zbierały do barci. Puszcza słynęła miodem na całą Polskę, to też śpiewano wówczas:

Bogata jest Palestyna,
Lecz Puszcza bogatsza i basta!
Tam rzeką miód płynąć zaczyna,
A nam na drzewach wyrasta.

Roczne letnie miodobranie w puszczy było obchodzone uroczyście. Zaczynano zwykle od poważanego starosty bartnego, gdzie gromadnie przybywali sąsiedzi — młodzi i starzy. Rozlegała się przytem taka piosenka:

Hej, ptaszyna śpiewa,
A barć się zieleni,
Pszczółka miodek miewa
Z wiosny do jesieni.
Patrzaj człeku miły,
Jak Bóg dba o ciebie,
Robaczek bez siły
O twym myśli chlebie.
Oj, wy pszczółki stare,
Oj, miodku kochany,
Przez was mamy wiarę,
Przez was Piast obrany.
Jak też w waszym ulu
Rząd sprawia się w zgodzie,
Bierz z nich przykład, królu,
Bierz przykład, narodzie!
A chłopi-próżniacy,
Uczcie się od pszczółki,
Jak się to przy pracy
Napełnia stodółki.

Na barcie po miód właził młody, najdzielniejszy Kurp, windujący się po linie z drzewa na drzewo, jak wiewiórka.
Na dole młodzież śpiewała i tańczyła, grajkowie rżnęli od ucha, a starzy popijali miodek i opowiadali przygody i historje przeróżne. Zabawa z okazji miodobrania kończyła się późno w nocy przy ogniskach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *